2 maja 2017

Pomysł na wycieczkę weekendową – Tarnów

Tarnów, wycieczka, góra św. Marcina

Jeśli kompletnie nie macie pomysłu na wycieczkę weekendową, polecam wybrać się do Tarnowa. Z Krakowa to tylko około godziny pociągiem osobowym, ale jakość jazdy prawie luksusowa. Dla niecierpliwych polecam pociąg intercity.


My zrobiliśmy z synem część pierwszą podboju Tarnowa, a mianowicie Górę św. Marcina. Fajne miejsce, ruiny zamku Tarnowskich, pyszne pierogi w Restauracji Podzamcze i zaliczony plac zabaw. Warto!

Góra św. Marcina Tarnów,Dworzec PKP

Tarnów, Góra św. Marcina, plac zabaw
 Tarnów, ruiny, zamek Tarnowskich

Tarnów, widok, miasto
ruiny, zamek, Tarnowscy, Tarnów

ruiny, zamek, tarnowscy, Tarnów

ruiny, zamek, Tarnowscy, Tarnów

Tarnów, miasto

kościół, stary kościółek, Tarnów

miasto Tarnów

28 kwietnia 2017

Jak przeżyć pierwsze długie rozstanie z dzieckiem

Wydaje Wam się, że nie wypuścicie swoich skarbów z domu, bo bez Was zginą, przepadną i pożre je wilk? Nie, nie chodzi tu o kilka godzin poza domem czy weekend z babcią, ale o pierwszy poważny wyjazd. W naszym wypadku była to zielona szkoła. Sprawdźcie jak się do tej operacji przygotować i jak przeżyć pierwszą rozłąkę z dzieckiem.

  1. Przygotować dziecko psychicznie do wyjazdu – wytłumaczyć, że warto jechać, bo program jest atrakcyjny, nie będzie miało czasu na nudę i będzie z ulubionymi kolegami. Nie możemy pokazywać dziecku, że się boimy jak to będzie, chociaż bać się zapewne będziemy. Okazywanie dziecku niepokoju związanego z wyjazdem powoduje niepokój również u niego. Należy się cieszyć, że jedzie, bo jest to dla niego przygoda, ale też sporo nauki wynikającej ze zdobytego doświadczenia.
  2. Dobrze spakować walizkę – pakować walizkę razem z dzieckiem, aby pamiętało, co mniej więcej się w niej znajduje. Zapakować ciuchy nieco na wyrost, ale bez przesady. Nie dawać na wyjazd nowych rzeczy, bo zwyczajnie nie będzie pamiętało, że to jego. Inna sprawa, że ostatecznie może się okazać, że przez połowę wyjazdu nasza pociecha chodziła w jednych i tych samych spodniach, bo je lubi i uznała, że jeszcze były czyste. Bardzo możliwe jest, że pomyli majtki czyste z brudnymi, że pójdzie do łazienki w skarpetkach, a potem mokre włoży do walizki. Jeśli zatem odbierając dziecko znajdziecie w autokarze walizkę, to jest już połowa sukcesu. Jeśli natomiast zdecydujecie się ją w domu otworzyć w myśl hasła „Jest ryzyko, jest zabawa” i coś tam w niej znajdziecie, to możecie zacząć być dumni z Waszego potomka.
  3. Nie panikować! Nie traktować dziecka jak małego dzidziusia, które bez mamusi i tatusia, wieczornego czytania i buziaczka nie jest w stanie funkcjonować. To brutalne, ale jest w stanie. I w dodatku zrobi to dobrze.
  4. Wyposażyć dziecko w telefon – kwestia mocno sporna. Dawanie dziecku telefonu na wyjazd ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. U nas telefon na wyjeździe się sprawdził. Dziecko raz dziennie dzwoniło do nas oraz babć. Nie było płaczu, ale autentyczna radość z pobytu. My zaś byliśmy spokojni, że wszystkie idzie dobrze.
  5. Mieć kontakt z opiekunami na wyjeździe – w naszym przypadku zarówno wychowawca, jak i pozostali opiekunowie stanęli na wysokości zadania. Codziennie dostawaliśmy relację zdjęciową, filmową i informacje od wychowawcy i pozostałych opiekunów. Czuliśmy się absolutnie „zaopiekowani” i doskonale poinformowani. Wiedzieliśmy, że wszystko jest w porządku.
  6. ZAJĄĆ SIĘ SOBĄ! Zająć się pracą, sprzątaniem, czytaniem książek. Czymkolwiek. Nie myśleć i nie zastanawiać się, co tam biedna dziecina bez nas robi. Bo jest jej tam dobrze i jest w dobrych rękach.
Każdy będzie pewnie przeżywał na swój sposób pierwsza rozłąkę z dzieckiem, ale ja polecam sprawdzone u nas metody.

Dziecko dzisiaj wróciło. Z trasy informował nas o wyjeździe, a potem jeszcze dzwonił z trasy. Walizka również wróciła. 
Po wstępnych oględzinach stwierdzono, że dziecko niczego nie zapomniało. Straty: zgubiona 1 rękawiczka i 1 para majtek podarta. Zysk: jakieś obce skarpety (niestety brudne). Dziecko zadowolone, z jego relacji wyłania się sielankowy obraz jednej wielkiej zielono szkolnej rodziny. Nie było konfliktów ani fochów. Mieli mnóstwo atrakcji i bardzo mu się to podobało. Już pyta, kiedy będzie następna zielona szkoła.


Koty, walizka, zielona szkoła
Kocia komisja ds. kontroli zawartości walizki.

14 kwietnia 2017

Skawina - zielono i tak blisko Krakowa

Skawina, miasto, rynek

Z braku pomysłu na przedświąteczną wycieczkę, ale za to z ogromnej potrzeby przewietrzenia się, pomimo kapryśnej pogody, wsiedliśmy z synem w autobus, potem w następny, aby po kilkudziesięciu minutach znaleźć się w Skawinie.


Najpierw należało się posilić...

Bar „Motylek” znajdujący się niedaleko skawińskiego Rynku uraczył nas za bardzo niewielkie pieniądze pysznym barszczem czerwonym z uszkami.

Pokręciliśmy się po Rynku, gdzie odwiedziliśmy również Cukiernię Jagódka, w której panowała przedświąteczna gorączka. Zaspokoiliśmy potrzebę docukrzenia się i podążyliśmy w kierunku celu naszego przyjazdu, czyli parku.
Pierwszy na naszej drodze był Park Miejski, gdzie Igor okupował alpejkę ciągle powtarzając, że kiedy był w tym parku w czasie półkolonii letnich, to nie mógł się do niej dorwać. Było widać, że stara się z niej korzystać nawet na wyrost. Potem urokliwa alejka, drewniany mostek i jeziorko poprowadziły nas na Błonia Skawińskie. 

Przy Błoniach zlokalizowano maszyny do ćwiczeń siłowych, czyli „siłownię pod chmurką”. Jak zwykle skorzystaliśmy z każdego urządzenia, bo bardzo to lubimy. Następnie wśród pięknej wiosennej przyrody podążyliśmy do „Parku Energii”, czyli placu zabaw dla dzieci i dorosłych. Ku uciesze Igora znowu była alpejka, chociaż tutaj musiał się nią dzielić z innymi dziećmi. „Park Energii” zlokalizowany pośród zieleni i opodal rzeki Skawinki cieszył się sporym zainteresowaniem dzieciaków. Zauważyłam, że Skawina solidnie zainwestowała w place zabaw. Zdecydowanie jest gdzie pójść z dzieckiem. 

No, ale w końcu pora była wracać. Ponieważ zawsze kupujemy z wycieczki jakiś drobiazg na pamiątkę, tym razem z braku pamiątek wstąpiliśmy do „Baczewski Towary Kolonialne” po flaszeczkę nalewki i czekoladowe serce. Serce zostało spałaszowane w drodze do domu, nalewka bezpiecznie dowieziona. Oj, będziemy wracać! Następnym razem wyciągniemy tatę Synosława na wycieczkę.


Skawina, alpejka, park, Małopolska

błonia, Skawina, ćwiczonka

błonia, Skawina, zieleń

plac zabaw, dzieci, Skawina, park

rzeka, Małopolska, Skawina, Skawinka, Błonia

Skawina, chałupa, ul. Estery, Małopolska

Małopolska, Skawina, park

plac zabaw, dzieci, Skawina, Małopolska

Małopolska, Skawina, plac zabaw, park

Małopolska, Skawina, park, jesień, Skawinka

wspinaczka, Małopolska, Skawina, park, plac zabaw, dzieci

2 kwietnia 2017

Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach

skały, Skamieniałe Miasto, Ciężkowice, MałopolskaW Skamieniałym Mieście w Ciężkowicach (woj. małopolskie) całkowicie oderwiecie się od kłopotów, zrelaksujecie i poczujecie prawdziwą więź z przyrodą. Niezbyt forsowne szlaki, za to pokazujące piękno przyrody. Kocyki i kosze piknikowe obowiązkowe. Niedaleko Krakowa. Łatwy dojazd. Zakochacie się w tym miejscu. Wstęp bezpłatny.

Nie ograniczajcie się jednak tylko do samego Skamieniałego Miasta. Ciężkowice mają uroczy rynek z pięknym ratuszem, a w samym rynku zjecie doskonały obiad smacznie i tanio. 

Małopolska, Ciężkowice, Skamieniałe Miasto, skały

Małopolska, Ciężkowice, Skamieniałe Miasto, skały

Małopolska, Ciężkowice, Skamieniałe Miasto, skały

Małopolska, Ciężkowice, Skamieniałe Miasto, skały

Małopolska, skały, Skamieniałe Miasto, Ciężkowice

Małopolska, skały, Skamieniałe Miasto, Ciężkowice

Małopolska, skały, Ciężkowice, Skamieniałe Miasto

Małopolska, Ciężkowice, rynek

25 lutego 2017

Justyna Bednarek "Pięć sprytnych kun" - recenzja

Justyna Bednarek, kuny, książka dla dzieciUwaga! Uwaga! Kuny grasują! Nie są złośliwe, ale sprytne i niezwykle inteligentne. A jak gotują! Tak, tak, gotują, bo rzecz będzie o gotowaniu. A wszystko zaczyna się od klipsów z perełką i zupy.


Pięć cwanych kun i pyszne jedzenie, tak można by jednym zdaniem zrecenzować książkę Justyny Bednarek, ale byłaby to bardzo płytka i powierzchowna recenzja, bowiem książka kryje dużo, dużo więcej. Zawiera wątek kryminalny i sporo tajemnic. Niesie z sobą mnóstwo humoru i emocji. Nieustannie trzyma w napięciu. Zaskakujące wydarzenia i zwroty akcji powodują, że nie można się od niej oderwać. Miłość, przyjaźń, dobro i jedzenie. Tego nam w książce nie zabraknie.

Powiedzmy sobie szczerze. Kuny zwykle kojarzą się negatywnie. Jako szkodniki przegryzające kable w samochodach oraz niszczące strychy i poddasza. Autorka książki sprytnie ociepla ich wizerunek i wyjaśnia, że te małe zwierzątka nie robią tego złośliwie, ale zwyczajnie szukają ciepła i schronienia. W książce, dodatkowo, kuny są wyjątkowymi smakoszami. Grasują, najczęściej w kuchni, choć niekoniecznie w swojej, ale przede wszystkim wykonują tajną misję.

Tajna misja związana jest z jedzeniem, a każda kartka książki nim pachnie! Nie, to nie farba drukarska, to czubrica, mirabelki i smażone kwiaty mlecza. Pachnie wybornie. Uruchomcie wyobraźnię, a również to poczujecie. Dzieciom czytajcie przed posiłkami. Gwarantowany sukces w postaci zjedzonego dania. Z resztą nie tylko z tego powodu warto czytać ją dzieciom. Przede wszystkim książka niesie z sobą ponadczasowy przekaz, że w życiu ważna jest miłość, przyjaźń i to one w końcu zwyciężają. Ważne jest też, że dzięki książce dzieci poznają nowe smaki, nazwy przypraw czy warzyw, a zabawnie rymowane przepisy zachęcą je do pichcenia z rodzicami.

Książka jest pięknie ilustrowana, a na końcu czeka czytelnika niespodzianka w postaci przepisów kulinarnych.

Jeśli uda Wam się doczytać książkę do końca i nie pobiegniecie do lodówki coś przekąsić, to będzie to oznaczało jedynie tyle, że musicie ją przeczytać ponownie. Czytajcie zatem i gotujcie całymi rodzinami, bo warto.

Ekhem. Polecam zupę z cukinii. Jest wyśmienita!

Recenzja również na: www.miastodzieci.pl

17 lutego 2017

Zwierzęta w Krakowie, czyli jeże, jerzyki i kompania

jerzyk, jeż, gniewosz, modraszek. nietoperz, KrakówCzy gniewosz się na kogoś gniewa? Ssak to? Gad? Czy inne licho? Czy jerzyki to małe jeże? A modraszek? Kim jest? Ktoś go widział?


Na takie pytania odpowiadali uczestnicy warsztatów przyrodniczych, które odbyły się w ubiegłą niedzielę w kawiarni „Cheder” na krakowskim Kazimierzu. Spotkanie prowadzili przedstawiciele Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie.

Jako pierwszy przedstawiony został znany nam doskonale jeż, który w naszym mieście mieszka w parkach, lasach i ogrodach. Jeż zasypia na zimę, wtedy jego serce wykonuje jedynie 5 uderzeń na minutę zamiast średnio 200, a temperatura ciała spada z ok. 35°C do niespełna 4°C. Żywi się owadami, a nie jabłkami, z którymi jest kojarzony. Dorosły jeż jest dumnym posiadaczem 7000 kolców, a osesek ma ich zaledwie 100. Jeż ma słaby wzrok, ale za to czuły nos. Jeże, gdy wyczuwają niebezpieczeństwo zwijają się w kulkę i fukają. Jeśli znajdziemy małego jeża późną jesienią, zaopiekujmy się nim, ale dorosłych osobników nie zabierajmy do domu. Największym zagrożeniem jeży jest niestety człowiek, a dokładnie człowiek za kierownicą samochodu.

Jerzyk natomiast, to nie mały jeż napisany z błędem ortograficznym, ale maleńki, cwany ptaszek. Waży od 30 do 50 gram. Potrafi latać non stop np. cały rok. W locie zbiera pożywienie, materiał na gniazdo, krople deszczu, a nawet śpi. Lata z prędkością do 200 km/h na wysokości do 2,5 km. Przylatuje w kwietniu i zakłada gniazdo na wysokich budynkach lub w szczelinach skał. W mieście mieszka nawet na wieży kościelnej, więc nie bądźmy zaskoczeni, gdy zobaczymy jerzyki latające wokół Kościoła Mariackiego, bo najprawdopodobniej będą mieć tam swoje gniazda. Często bywa mylony z jaskółką, a nie powinien, bo nie jest z nią spokrewniony, a różni się od niej znacznie, ponieważ dorosły osobnik jerzyka jest czarny, a jaskółka ma biały brzuszek.

Z kolei modraszek, przepiękny niebieski motyl, zamieszkuje łąki pełne aromatycznych ziół, gęstych traw i kwitnących kwiatów. Upodobał sobie krakowski Zakrzówek, ale też Łąki Nowohuckie.

Innym latającym mieszkańcem Krakowa są nietoperze – co prawda, nie kojarzą się z naszym miastem, a jednak są ich mieszkańcami. Są ssakami i jedynym gatunkiem ssaków potrafiących latać. Mają bardzo słaby wzrok. Najczęściej śpią w jaskiniach czy na strychach, w dodatku głową w dół. W Krakowie, Smocza Jama to ich ulubione miejsce.

I w końcu przyszła pora na tytułowego gniewosza. Kim jest ów gniewosz? Dzieci dzielnie zgadywały. Padła nawet propozycja, że jest to tasiemiec. Otóż nie. Gniewosz to po prostu wąż w dodatku cudak jajożyworodny, bo wykluwa się z jaj, ale samica ich nie wysiaduje, ale bohatersko nosi z sobą. W Polsce występują 4 gatunki węży: gniewosz, zaskroniec, żmija zygzakowata i wąż Eskulapa. Jest jeszcze niejaki padalec, ale nie dajcie się zwieść, bo nie jest to wąż, ale beznoga jaszczurka. Gniewosz jest sąsiadem modraszka. Razem mieszkają na Zakrzówku.

Po solidnej dawce wiedzy teoretycznej wzmocnionej zdjęciami i filmami o poszczególnych zwierzętach, nastąpiła część praktyczna. Każdy uczestnik warsztatów został zaopatrzony w mapkę z naniesionymi miejscami, w których żyją nasi bohaterowie oraz foldery, które mogą też posłużyć jako inspiracja do odwiedzenia ciekawych przyrodniczo miejsc w Krakowie. Dzieci przygotowały własnoręcznie breloczki i magnesy na lodówkę z obrazkami omawianych zwierząt, a każde dziecko zostało odznaczone plakietką „Zielony Bohater Krakowa”.

Jestem przekonana, że wszystkie wykonane prace zajęły dumne miejsce w każdym domu, a wiedza dzieci oraz towarzyszących im rodziców wzbogaciła się o atrakcyjne miejsca na spacery, gdzie zapewne wkrótce się wybiorą i zupełnie inaczej będą spoglądać na otaczającą ich przyrodę.

Recenzja również na: www.czasdzieci.pl 

jeż, jerzyk,modraszek, gniewosz, nietoperz

jeż, jerzyk, gniewosz, nietoperz, modraszek

jeż, jerzyk, modraszek,nietoperz, gniewosz

jeż, jerzyk, nietoperz, modraszek, gniewosz

jeż, jerzyk, modraszek, gniewosz, nietoperz

8 lutego 2017

Batman z LEGO, a LEGO z Batmanem

lego, superbohater, batman, film

Małoletni został zaproszony przez kolegę na premierę do kina. - Fiu, fiu. Będzie fajnie - pomyślałam. Dzięki temu, że zaproszenie było dla dwóch osób, zaliczyliśmy wspólnie premierę filmu „Lego Batman: Film” w IMAX Kraków.


Dzień był trudny. Jechałam ze spotkania ze strachem, że nie zdążę, a wizja tłumów do wejścia mocno mnie przerażała. Dosłownie wleciałam do domu, w przejściu wymieniłam garderobę z eleganckiej na nieco mniej i pojechaliśmy. Panowie w aucie już byli mocno podekscytowani, a poziom ekscytacji rósł wraz ze zbliżaniem się do celu. 

Ustawiliśmy się w kolejce po darmowy popcorn i colę i wparowaliśmy na salę. Zaopatrzeni w okulary do 3D daliśmy się porwać filmowi. Założyłam, że będzie to kolejny film dla dzieci, na którym jeśli się nie wynudzę, to może chociaż wyśpię. Jednak ani się nie wynudziłam, ani nie wyspałam :) Dzieci oglądały z zapartym tchem znane im przygody Batmana, a co chwila dały się słyszeć głośne wybuchy śmiechu w wykonaniu w większości ich dorosłych opiekunów. 

Jako fanka Batmana o twarzy Michaela Keatona i skryta wielbicielka klocków LEGO jestem zachwycona filmem! Moją wiarygodność wzmacnia fakt, że po raz pierwszy jadłam popcorn w kinie, pożarłam go w całości (serio, nie wiem kiedy), a jak już pożarłam swój przydział, to sięgnęłam po porcję syna. 

Z resztą szkoda czasu! Biegnijcie lepiej do kina. Batman nie będzie na Was wiecznie czekał! ;) 

Bardziej merytorycznie czytajcie tutaj: Najlepszy film o Batmanie

6 lutego 2017

Bochnia. Miasto, które śpi na soli

Małopolska, Bochnia, Kopalnia SoliWycieczka do Bochni była na absolutnym spontanie. Wstałam rano i rzuciłam hasło, że proponuję wycieczkę do Bochni, a za godzinę mamy pociąg. Zachwyt na buzi syna utwierdził mnie w przekonaniu, że to dobry pomysł.

22 grudnia 2016

Ewa i Natalia Karpińskie „Wirusy” - recenzja

książka, choroby, Karpińskie, wirusyGrudzień, to jeden z miesięcy, w którym trwa sezon chorobowy. Przeróżne choróbska czają się na nas, a za wieloma z nich stoją groźne wirusy. Jednak one nie wiedzą, że już nie są tak całkowicie bezkarne.


Chyba każdy z nas przynajmniej raz w życiu zachorował na chorobę wywołaną przez wirusy, ale czy mieliśmy niezbędną wiedzę, aby przejść przez nią najkrócej, jak tylko się da? Odkąd mamy pod ręką książkę Ewy i Natalii Karpińskiej „Wirusy”, życie stało się prostsze.

20 grudnia 2016

Poskramiacze tajemnic, czyli mali detektywi na tropie duchów

Pani Fishka, Kraków, spacerKim były Kasylda i Leonora? Jak odgaduje się ukryte hasła? Co mieściło się na starej mapie, a co oznaczały tajemnicze cyfry w notesie? My już wiemy, bo byliśmy na spacerze detektywistycznym z Fishką!


W chłodny sobotni ranek, kiedy pół miasta marzyła o wygrzaniu się z kotem pod ciepłym kocykiem, grupa małych detektywów wyruszyła na spacer, aby odnaleźć duchy miasta.

10 grudnia 2016

Eline Snel „Uważność i spokój żabki” - recenzja

książka, poradnik, mindfulnessWspółcześnie, każdy człowiek ma mniejsze, bądź większe problemy ze skupieniem uwagi. Za rozkojarzenie i brak koncentracji odpowiedzialne jest m.in. tempo życia. Najbardziej narażone na rozproszenie są dzieci, ale na całe szczęście można im pomóc, a wzorować powinny się na poczciwej żabie.


W dzisiejszych czasach uważność jest bardzo istotna, ponieważ wszyscy jesteśmy narażeni na szereg bodźców zewnętrznych. Uważność to po prostu bycie obecnym w danej chwili.

7 listopada 2016

Beksiński bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej - wykład Wiesława Banacha

Kraków, galeria, Beksiński, NCK

Ostatnio spieszyłam się do Nowohuckiego Centrum Kultury na wykład Wiesława Banacha o życiu i twórczości Zdzisława Beksińskiego. Wbiegłam do NCK mijając tłumy czekające w kolejce do kasy, potem wpadłam do pełnej sali na wykład i pomyślałam, że to fajnie, że Beksiński ściąga tyle osób.

4 listopada 2016

Elżbieta i Witold Szwajkowscy "Pajdohistoryjki z Basią" - recenzja

przedszkolaki, WiR, Szwajkowscy, pajdohistoryjkiEdukacja lekka, łatwa i przyjemna? Ależ oczywiście! Z pajdohistoryjkami każdy przedszkolak będzie miał dobrą zabawę i naukę w jednym. A jego przewodniczką będzie urocza Basia.

30 września 2016

Dinozaury na dużym ekranie

Kino Kijów, dinozaury, Małopolska Noc NaukowcówJeśli późnym piątkowym popołudniem tłumy zmierzają w kierunku Kina Kijów, to znak, że zaraz zacznie się Małopolska Noc Naukowców!


Tak też było i tym razem. Młodzi ludzie tłumnie przybyli do Kina Kijów, gdzie miała odbyć się inauguracja Małopolskiej Nocy Naukowców i zaprezentowane multimedialne widowisko „Naukowe safari z dinozaurami”.

26 września 2016

Profesor Wiolinek w poszukiwaniu smoka Bemolusa

Opera Krakowska, spektakl dla dzieci
Fot. Opera Krakowska

I znów zagościliśmy w Operze Krakowskiej! Tym razem naszym celem było obejrzenie spektaklu „Profesor Wiolinek i smok Bemolus”.


Znany nam już z poprzednich przedstawień profesor Wiolinek zamierzał odnaleźć smoka Bemolusa oraz wielką partyturę świata muzyki. Towarzyszył mu tradycyjnie duch Angus oraz stara szafa i nieco dziwaczny zegar.

18 września 2016

Yalda T.Uhls - "Cyfrowi rodzice" - recenzja

dzieci w sieci, cyfrowi rodziceDacie wiarę, że w XIX wieku rodzice byli zaniepokojeni, bo ich dzieci uzależniały się od czytania książek? Dokładniej powieści, a precyzyjniej powieści romantycznych Jane Austen. Strach XIX-wiecznych rodziców przed powieścią porównywalny jest z dzisiejszym niepokojem przed fascynacją dzieci cyfrowym światem.


Książka Yaldy T.Uhls „Cyfrowi rodzice” wydana przez Wydawnictwo IUVI pozwolą rodzicom i nauczycielom zapoznać się z pojęciami, które dotychczas były dla nich „czarną magią”. Jeśli czujecie, że rozwój świata multimediów Was przerasta, czujecie się w tym świecie zagubieni, nie wiecie do czego służy Pinterest, Twitter czy Snapchat, koniecznie skorzystajcie z poradnika autorki.

17 września 2016

Beata Sarnowska - "Tajemnica zaginionej kotki" - recenzja

Kotka, Olsztyn, Sarnowska, książka dla dzieciZginęła kotka! Czy ktoś widział ją? Zginęła Teośka. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. Ktoś pisze anonimy. Pojawiają się tajemnicze pieczęcie i dziwni ludzie... 

Emocje przy czytaniu „Tajemnicy zaginionej kotki” Beaty Sarnowskiej towarzyszyły nam od samego początku i wcale nie malały wraz z czytaniem. Wkręciliśmy się z synem w olsztyńską opowieść nie na żarty. Z bohaterami książki zwiedziliśmy olsztyńskie zabytki. Obgryzaliśmy palce z nerwów przy kolejnych zwrotach akcji. Kiedy czuliśmy, że jesteśmy blisko rozwiązania, wtedy sytuacja jeszcze bardziej się komplikowała, a rozdział się kończył.

Jak wyłączyliśmy internet w Gliwicach

Gliwice, Śląsk, radiostacja, muzeumRóżne rzeczy nam się przydarzają na wycieczkach, zwykle bardzo śmieszne, a tym razem dokonaliśmy swoistego ataku na gliwicki internet. Na szczęście ofiar w ludziach nie było. Najprawdopodobniej nie było.


W sobotę rano wyruszyliśmy z przyjaciółmi na zaplanowaną wcześniej wycieczkę. Pogoda nie zachęcała do wychodzenia z domu, ale jak wiadomo „przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!”.

2 września 2016

My(d)lenie oczu, czyli złudzenia optyczne

Wzrok jest jednym z najważniejszych zmysłów. Nie wyobrażamy sobie bez niego życia. Ufamy mu bezgranicznie i nie przeczuwamy, że może nas zwodzić. 


W ubiegły piątek odwiedziłam z synem krakowskie Muzeum Historii Fotografii. Tym razem byliśmy na wernisażu wystawy „My(d)lenie oczu”. Wystawa pokazuje niecodzienną odsłonę Muzeum, ponieważ wciąga widza w zabawę, zwodzi i udowadnia, że niekoniecznie widzimy to, co nam się wydaje. „My(d)lenie oczu” kompletnie pozbawia nas zaufania do swojego wzroku.

Wzięliśmy udział w wielu eksperymentach, gdzie wzrok nas zawiódł całkowicie. Najpierw wydawało nam się, że czarno-białe zdjęcie jest w kolorze, a potem w taki sposób światło oświetlało nasze twarze, że mieliśmy wrażenie, że ktoś wywołuje bez naszej wiedzy i pozwolenia uśmiech czy smutek.


Wśród fotograficznych doświadczeń na wystawie pojawiły się podświetlone kolorowe krążki, które odpowiednio ułożone dawały różne kolory, wirująca tęcza, która kręcąc się dawała białe światło oraz absolutny hit wystawy zarówno u dorosłych, jak i u dzieci, czyli „zamrażanie cienia”.


Nie chcę Wam zdradzać wszystkich tajemnic wystawy, bo jednak trzeba ją zwiedzić osobiście i samodzielnie przerobić wszystkie eksperymenty, ale dodam tylko, że będziecie mogli z pomocą kilku przedmiotów odmienić swój wygląd, zobaczyć jak wyglądały pierwsze odbitki fotograficzne oraz poznać takie pojęcia jak op-art, zobaczyć, jak bawi się z nami cień, jak powstaje widmo i wiele innych.


Recenzja również na: www.czasdzieci.pl