17 kwietnia 2018

Marcin Przewoźniak „Szybka historia samochodu”


książka, auto, samochód, motoryzacja, historia motoryzacji

Samochód. Jeździdło, które od początku swojego powstania wzbudza emocje, ale nie wyobrażamy sobie, jak wielkie emocje samochód wzbudzał wtedy, kiedy powstał.



Pierwsze konstrukcje przerażały. Diabelska machina dyszała, syczała, prychała i hałasowała. Radziła sobie bez konia i już samo to wywoływało skrajne emocje. Pierwsi automobiliści byli postrzegani jako skrajni szaleńcy.

Książka Marcina Przewoźniaka „Szybka historia samochodu” w interesujący sposób przedstawia historię motoryzacji od samego początku. Ba! Autor sięga nawet do Biblii! Z książki dowiemy się skąd się wzięła nazwa „auto” i „samochód”, a nawet, kiedy zorganizowano pierwsze rajdy samochodowe. Przeczytamy o tym, kiedy powstały przepisy drogowe i znajdziemy informacje na temat konstruktorów samochodów. Sporo ciekawostek, dużo zdjęć i rysunków, a także humoru. Książka zaspokaja najbardziej wybrednego czytelnika i nie ma znaczenia czy jest on chłopcem czy dziewczynką. To książka dla każdego ciekawego czytelnika.

W książce zawarty jest interesujący wątek kobiecy. Tak drodzy panowie, gdyby nie dzielna pani Benz, to jej mąż nie uruchomiłby produkcji samochodu, a idąc dalej nie rozbijalibyście się dzisiaj Mercedesami. Z resztą nazwa samochodu jest imieniem córki pioniera automobilizmu Mercedes Jellinek. Jak widać, kobiety miały swój niekwestionowany udział w rozwoju motoryzacji.

Samochód jest bohaterem książki, ale autor porusza mnóstwo tematów około motoryzacyjnych. Można się dowiedzieć wielu zaskakujących rzeczy. Dużo historii, sporo ciekawostek. Samochód to bardzo ciekawy wynalazek.


Recenzja również na: www.miastodzieci.pl

21 marca 2018

Holly Webb „Strażnicy Zamku Penhallow”


Zielona Sowa, przygodaCo robią dzieci, kiedy czują się samotne i zagubione? Wymyślają swój świat i uciekają w krainę baśni.

Mała Pola po śmierci taty wyprowadza się z mamą z Londynu do samego Zamku Penhallow, gdzie pracę dostaje jej mama. Wyjazd ma być również formą katharsis po stracie najbliższej osoby zarówno dla dziewczynki, jak i dla jej mamy. Mają zacząć życie od nowa, w nowym miejscu i bez przedmiotów przypominających zmarłego.

Poli wcale się Zamek Penhallow nie podoba. Wciąż tęskni za tatą, czuje się samotna, nie ma przyjaciół. Ba! Tu w ogóle nie ma dzieci, oprócz turystów, a wiadomo, że Ci przyjeżdżają w celu zwiedzenia zamku, a nie zabawy z nią.

Smutna i samotna dziewczynka nagle zaczyna przeżywać przygody z psem, który obudził się z kamiennego snu. Przygód jest wiele, niektóre są nawet bardzo niebezpieczne. Kamienny pies nie jest jedynym tajemniczym bohaterem, jakiego spotyka dziewczynka. Dzięki swojemu baśniowemu światu przestaje być już taka samotna.

Książkę czyta się z dużą łatwością. Dynamiczna akcja, ciekawe przygody i wciągająca historia powodują, że czytanie jej jest dużą przyjemnością. Świat realny miesza się z baśnią, a tajemnica goni tajemnicę.

Recenzja również na: www.miastodzieci.pl

21 lutego 2018

Wszyscy kochają krakowskie obwarzanki

Chyba nie ma w Polsce osoby, która chociaż raz w życiu nie spróbowałaby obwarzanka z Krakowa. Krakowskie obwarzanki spotkacie nawet w nadbałtyckim kurorcie i zakopiańskiej uliczce. Tylko czy są to te, które warto zjeść?


Odwiedziliśmy z Juniorem zaskakująco fajne miejsce w Krakowie, a mianowicie Żywe Muzeum Obwarzanka. Oprócz tego, że chcieliśmy wykupić wszystkie obwarzankowe gadżety, bo były bardzo interesujące, wzięliśmy udział w warsztatach robienia obwarzanków. Warsztaty wciągnęły nas nie na żarty. Dowiedzieliśmy się wielu pożytecznych i ciekawych rzeczy. Nauczyliśmy się odróżniać podróbki od oryginałów i już nigdy nie nazwiemy obwarzanka preclem czy bajglem, bo to kompletnie inna bajka. Najważniejsze jednak jest to, że wiemy, gdzie kupimy prawdziwe i certyfikowane obwarzanki, a co więcej, zaczęliśmy je robić w domu.

Obwarzanek, Kraków, Małopolska, produkt tradycyjny, obwarzanie

Dlaczego obwarzanek ma taką dziwaczną nazwę i jaki jest jego proces technologiczny? Odpowiedź znajdziecie w Żywym Muzeum Obwarzanka w Krakowie. Wierzcie mi, że nie będziecie tego żałować. Wyjdziecie z głową napakowaną informacjami, a w domu na sto procent upieczecie obwarzanki. Tak jak my! Robimy regularnie! W życiu tyle obwarzanków nie zjadłam, jak przez ostatnie tygodnie. A ponieważ lubię się dzielić wiedzą, przedstawiam nasz domowy przepis na doskonałe obwarzanki, które możecie upiec w domu:

OBWARZANKI KRAKOWSKIE

Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
1 szklanka ciepłej wody
1 jajo (to posmarowania obwarzanków)
20 g drożdży
3 łyżki masła, oliwy lub oleju
1 łyżka cukru
1 łyżka soli
sól, mak, sezam, kminek, czarnuszka do posypania

Wykonanie:
Zaczynamy od przygotowania zaczynu: drożdże rozkruszamy, dolewamy ciepłą wodę, dodajemy cukier i 2 łyżki mąki. Wszystko dokładnie mieszamy i trzymamy w ciepłym miejscu. Kiedy zaczyn wyrośnie przesiewamy na stolnicy mąkę, dodajemy do niej zaczyn, sól oraz roztopione i ostudzone masło (ewentualnie olej lub oliwę). Ciasto starannie zagniatamy i odstawiamy do ciepłego miejsca do wyrośnięcia na około 20-30 minut. Z ciasta formujemy wałeczki długości około 40 cm, zlepiamy ich końce i okręcamy je wokół siebie na końcu tworząc okrągłego obwarzanka. Następnie wrzucamy obwarzanka je na wrzątek i obwarzamy go czyli gotujemy 2 minuty (po minucie każda ze stron). Wyciągamy z wrzątku, osuszamy na ściereczce, smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy tym, czym lubimy (sól, mak, sezam, kminek, czarnuszka), a potem układamy je na blasze. Pieczemy ok. 20 minut w temp. 200 C.

obwarzanek, Małopolska, Kraków

Musicie koniecznie wiedzieć, że obwarzanek jest produktem wpisanym na listę produktów tradycyjnych. Warto sprawdzić, gdzie można kupić prawdziwe obwarzanki, bo ich smak jest nie do podrobienia.

Dlatego nie jedzcie byle jakich obwarzanków, bo są okropne i nie mają nic wspólnego z oryginałem! Po zjedzeniu tych prawdziwych zobaczycie różnicę, a jeśli zdecydujecie się na samodzielny wypiek – zachęćcie dzieci do współpracy, bo cudownie się bawią zwłaszcza przy formowaniu obwarzanków. Ostrzegam! Rodzina będzie się domagać częstej produkcji. Tak jest u nas i nie zapowiada się na przelotny smak.

Peter Spier „Ludzie”

książka, dla dzieci, Wydawnictwo Muchomor, tolerancja, książka o tolerancjiWszyscy jesteśmy różni. To fakt. Co prawda na co dzień tego nie dostrzegamy, ale to, że się różnimy jest wspaniałe.


Jakże nudne byłoby życie, gdybyśmy wyglądali tak samo, mieszkali identycznie i mieli takie same zainteresowania. Peter Spier w książce „Ludzie” ukazuje pełne bogactwo ras, kultur i wierzeń. Pokazuje nam jak bardzo różnią się ludzie wyglądem fizycznym. Robi to w ciekawy sposób, bo z racji tego, że jest rysownikiem porozumiewa się poprzez obraz. Dlatego książka przekazuje wiedzę częściej przez rysunki niż słowa. Słowo jest jedynie dodatkiem do ciekawych i sugestywnych historii obrazkowych.

Każdy z nas jest inny od reszty. Każdy wyjątkowy w swoim rodzaju – to nie banał czy pusty frazes. Autor udowadnia, że tak jest naprawdę. To zabawne, że ludzie, którzy są grubi, chcieliby być chudzi, a chudzi, chcą przytyć. Blondyni chcą być brunetami, a osoby mające kręcone włosy marzą o włosach prostych jak drut. Taki ten człowiek jest skomplikowany.

Mamy inne spojrzenie na piękno. Ludy afrykańskie preferują ozdoby duże i deformujące ciało. Dla nich człowiek tak ozdobiony jest piękny. Dla Europejczyków za to jest to najczęściej dziwactwo, ale z kolei Afrykanie za dziwactwo uznają tatuaże, powiększone usta i farbowane włosy. Inny wygląd wzbudza zainteresowanie. Czasem sympatię, czasem odrazę. Inaczej wyglądamy, ubieramy się, spędzamy czas. Czcimy innych bogów. Doskonale, kiedy za tym idzie chęć poznania drugiego człowieka. Poznawanie innych ludzi jest kluczem do ich akceptacji. Chciejmy poznawać innych. Pomyślmy: Czy to nie wspaniałe, ze każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju?

Recenzja również na: www.czasdzieci.pl

18 lutego 2018

Leszek Talko "Niezwykłe Przypadki Kunegundy Paciorek" - recenzja

Nastolatki, YouTube, tajemnice, książkaNie leje się krew, trup nie ścieli się gęsto, ale i tak ciarki przebiegają po plecach.


Od samego początku wszystko jest nie tak. No bo jak można komuś, kto nazywa się Paciorek dać na imię Kunegunda? Fatalnie! Zwłaszcza jak się ma 13 lat, nie znosi się swojego imienia, a w komplecie z nazwiskiem, to już w ogóle klęska. Poza tym wygląd nie ten, nowy dom, nowe miasto, nowa szkoła, a świat wkurza i irytuje.

Introwertyczna nastolatka K. kręci z koleżanką z nowej szkoły filmy na YouTube, których popularność zaskakuje obie dziewczyny. Niestety, kiedy wszystko zaczyna się jakoś układać, nieoczekiwanie pakuje się w niezłe kłopoty. Poza tym w tajemniczych okolicznościach znika przyjaciółka i K. rusza na jej poszukiwanie.

W życiu czasem bywa pod górkę, ale tym razem życie naprawdę przesadziło… - tak kusi czytelnika okładka i wcale nie jest to przesada. Cała książka naszpikowana jest tajemniczymi sytuacjami i trzyma w napięciu aż do końca. Zaskakujących sytuacji, których świadkami są młodzi ludzie nie przewidzieliby nawet amerykańscy naukowcy.

Już dawno nie czytałam tak dobrej książki. Już dawno żadna pozycja książkowa nie wciągnęła mnie tak, że czytałam ją do późna w nocy. „Niezwykłe Przypadki Kunegundy Paciorek” autorstwa Leszka Talki są lekturą, w zasadzie thrillerem, którego mogę z czystym sumieniem polecić i dzieciom, i dorosłym. Nastolatków z pewnością wciągnie utrzymanie książki w realiach współczesnego cyfrowego świata, bo znajdą w nim i współczesny slang i YouTube i gry komputerowe. Poczują, że wszystko mogłoby rozegrać się także w ich życiu.

Recenzja również na: www.miastodzieci.pl

16 lutego 2018

Jedźmy do Niepołomic!

Gdy Cię Kraków wkurzy, to zabieraj rolki, rower lub po prostu zdrowe nogi i ruszaj do Niepołomic. Nie będziesz się nudzić!


Odwiedziliśmy miasto zimą, zatem nie poznaliśmy całego spektrum atrakcji. Dla niezorientowanych i niezmotoryzowanych: z Krakowa jest całkiem niezłe połączenie autobusowe, a samo miasto zwiedza się pieszo.

park, Niepołomice, blisko rynku, Małopolska


Małopolska, urząd miasta Niepołomice


Małopolska,


Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do Muzeum Fonografii mieszczącego się w budynku Małopolskiego Centrum Dźwięku i Słowa. Muzeum jest miejscem najeżonym muzycznymi eksponatami z każdej epoki. Bardzo miłą niespodzianką jest sala odsłuchowa, w której posłuchaliśmy muzyki z płyt winylowych. Z resztą kolekcja winyli jest bardzo imponująca. Można spędzić tam mnóstwo czasu słuchając ulubionej muzyki, a także bajek czy kabaretów.

muzyka, Niepołomice, Małopolska, muzeum fonografii


Niepołomice, Małopolska, muzyka, fonografia


Małopolska, Niepołomice, muzyka, fonografia


Małopolska, muzyka, Niepołomice, fonografia


Małopolska, muzyka, Niepołomice, fonografia


Niepołomice, Małopolska, muzyka, fonografia


muzyka, fonografia, Niepołomice, Małopolska


Niepołomice, Małopolska, muzyka, fonografia


Niepołomice, Małopolska, muzyka, fonografia

Niepołomice to także Izba Regionalna. Tę musimy odwiedzić następnym razem, bo w Muzeum Fonografii zabawiliśmy dłużej, niż zakładaliśmy i nie zdążyliśmy do niej.

Niepołomice, małopolska, Izba regionalna, tradycja, rzemiosło


Małopolska, Niepołomice, Izba Regionalna, tradycja, rzemiosło

Oczywiście niekwestionowaną atrakcją jest Zamek Królewski i znajdujące się w nim Muzeum Niepołomickie. Będąc w zamku, warto także odwiedzić znajdującą się na jego tyłach Osadę Podegrodzie zawierającą w pełni wyposażone chaty z sąsiednich wsi.

rycerz w lśniącej zbroi, Niepołomice, Małopolska, zamek


Niepołomice, zamek, Małopolska


Niepołomice, zamek, król Małopolska


Małopolska, osada, chaty, Niepołomice


Małopolska, Niepołomice, chaty, osada

Można również wybrać się do Planetarium i Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego. Planetarium prezentuje zjawiska astronomiczne związane z wyglądem nieba na różnych szerokościach geograficznych, ruchem planet i Słońca, fazami Księżyca oraz ruchem obrotowym Ziemi, a Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne prowadzi zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży w ramach kół zainteresowań m.in. astronomicznego, multimedialnego czy informatycznego oraz zajmuje się popularyzacją astronomii.

Planetarium, obserwatorium, Niepołomice, Małopolska

Niepołomice mają niewielki, ale uroczy rynek z małymi kamieniczkami. Oczywiście poszliśmy coś skonsumować. Pyszne pierogi i żurek jedliśmy w Restauracji Jaga będącej także cukiernią i kawiarnią, a doskonałą kwaśnicę spałaszowaliśmy w Restauracji JakuboweSmaki. Obie restauracje znajdują się przy niepołomickim rynku.

Niepołomice, rynek, Małopolska

Letnia oferta Niepołomic jest jeszcze bardziej ciekawa niż to, co można zobaczyć zimą, bo Niepołomice to m. in. Puszcza Niepołomicka, Ośrodek Hodowli Żubrów czy znajdujące się nieopodal miasta Bobrowe Rozlewisko. 

Osoby interesujące się I i II wojną światową znajdą w Niepołomicach i okolicach wiele miejsc pamięci i cmentarze wojenne z obu wojen.

Co nie udało nam się zobaczyć zimą, zobaczymy wiosną i latem. Ostrzę sobie już zęby na kilka miejsc...

14 lutego 2018

Delicje z Bolęcina

ciasto, drożdżowe ciasto, drożdżówka, Bolęcin, produkt regionalny, Małopolska, powiat chrzanowski
Źródło: goniecmalopolski.pl

Upieczcie ciasto! Koniecznie drożdżowe, ale nie takie pierwsze lepsze, byle jakie. Upieczcie buchtę bolęcińską! 


Buchta, drożdżówka, ciasto drożdżowe to ciasto znane nam wszystkim. Pod nazwą buchta kryją się różne przepisy (znalazłam nawet buchtę w kuchni bałkańskiej), ale buchta bolęcińska jest produktem regionalnym z powiatu chrzanowskiego (woj. małopolskie). Od 2015 roku jest wpisana na listę produktów tradycyjnych. Warto przypomnieć, że na owej liście znajdują się również hulajdy i parzybroda mirowska

Czym jest buchta? To drożdżowe ciasto z kruchą i słodką posypką (kruszonką), które pieczono z tego, co każda porządna gospodyni miała w domu, czyli z mleka, mąki, jajek i cukru. Ważne jest to, aby temperatura wszystkich produktów była taka sama. 

Moja babcia z Płazy piekła buchtę na niedzielę. W niedzielny ranek jadło się ją popijając kawą zbożową z mlekiem i smakowała wybornie! 

Przepis przekazywany z pokolenia na pokolenie nie uległ zmianom. Podstawą buchty jest zaczyn z mleka, cukru, drożdży i mąki. Po wyrośnięciu dodawano pozostałe składniki i wszystko mieszano. Na końcu dodawano tłuszcz. Ciasto było wyrabiane do czasu, aż odchodziło od rąk. Na chwilę jeszcze odstawiano je do wyrośnięcia, aby na sam koniec posypać kruszonką i włożyć do pieca. 

Proste, prawda? Upieczcie je! Nie będziecie żałować. Cmokanie z zachwytu po konsumpcji każdej kolejnej kromki ciasta murowane, a zachwyt współbiesiadników - gwarantowany. 

BUCHTA DROŻDŻOWA Z KRUSZONKĄ

Składniki
ZACZYN
30 g drożdży
1 łyżka cukru
1 łyżka mąki
1/2 szklanki ciepłego mleka

CIASTO
3 żółtka jaj + 1 białko do posmarowania ciasta
75 g cukru
40 dag mąki
1/2 szklanki ciepłego mleka
10 dag stopionego, ostudzonego masła

KRUSZONKA
10 dag mąki
50 g cukru pudru
60 g zimnego masła

Wykonanie: 
1. ZACZYN: drożdże skruszyć, dodać cukier, mąkę i ciepłe mleko. Dokładnie wymieszać i zostawić do wyrośnięcia.

2. CIASTO: żółtka utrzeć z cukrem i dodać do przesianej mąki. Dodać wyrośnięty zaczyn i tyle ciepłego mleka, aby ciasto miało elastyczną konsystencję. Powoli mieszać składniki. Wyrabiać ciasto przez ok. 15 minut, aż będzie gładkie i nie będzie się kleiło do dłoni. Dodać stopione masło. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia (na około 1,5 godziny). Gdy ciasto podwoi objętość, włożyć je do foremki wysmarowanej tłuszczem. Powierzchnię ciasta posmarować roztrzepanym białkiem.
KRUSZONKA: drobno posiekane masło rozetrzeć dokładnie z mąką i cukrem, aż powstaną drobne grudki, następnie zwilżoną dłonią połączyć je w gładkie ciasto, rozdrobnić w dłoniach sypiąc na wierzch placka. 

Ciasto odstawić do wyrośnięcia na około 20 minut, następnie wstawić je do rozgrzanego do 180 stopni C piekarnika i piec przez około 35 minut.

7 lutego 2018

Niebezpieczny specjał z Mirowa

Żródło: www.alwernia.pl

Jest takie danie regionalne, które może się kojarzyć z kapuśniakiem albo kwaśnicą. Nie jest jednak żadnym z nich. Jest o niebo lepsze i zupełnie od nich inne.


W ubiegłym tygodniu pisałam o hulajdach, daniu regionalnym z powiatu chrzanowskiego. Pora na kolejne danie z tego regionu, tym razem będzie to mirowska parzybroda.

Nazwa potrawy nawiązuje do tego, że potrawa robiona była na szybko i zawierała grubo krojone, długie kawałki kapusty, które podczas jedzenia dosłownie parzyły brodę. Jest to danie proste, szybkie, syte i tanie. Pyszne, że palce lizać! Kapusta dodaje zupie słodyczy, kwas dostarczają przetarte pomidory, a smak podkręca wyraźna nuta lubczyku.

Parzybrodę gotowano w dwóch wersjach. W miesiącach letnich sporządzano ją ze świeżej kapusty, a zimą z kapusty kiszonej. Dodatek przetartych pomidorów odróżnia przepis na mirowską parzybrodę od innych przepisów.

Danie to jest od 2015 roku wpisane na listę produktów tradycyjnych. Co ciekawe, przepis na parzybrodę nie zmienił się od lat.

Jeśli zdecydujecie się spróbować nowego smaku, poniżej przepis zaczerpnięty z książki kucharskiej „Smaki Alwerni".

PARZYBRODA

Składniki:
1 kg białej kapusty
15 dag marchwi
70 dag ziemniaków
10 dag cebuli
60 dag boczku
2 łyżki smalcu
2 łyżki mąki
1 szklanka przecieru z pomidorów
świeżych pokrojony lubczyk
sól, pieprz do smaku

Wykonanie: 
Kapustę pokroić na duże kawałki, marchewkę zetrzeć na tarce i to razem gotować. Ziemniaki pokroić w kostkę i gotować je osobno w osolonej wodzie. Boczek pokroić w kosteczkę i usmażyć go, a potem dodać do gotującej kapusty. Cebulę pokroić w pół plasterki, podsmażyć na złoty kolor i wrzucić do kapusty. Ugotowane ziemniaki, odcedzić i dołożyć do kapusty. Do wszystkiego dołożyć jeszcze przecier z pomidorów świeżych, pokrojony lubczyk i przyprawić do smaku. Na końcu zrobić zasmażkę z mąki i zagęścić potrawę.

W Chrzanowie parzybrodę możecie zjeść w restauracji Hotelu Platan (polecam, jadłam osobiście). Jeśli znacie inne miejsca, w których danie to jest podawane, proszę o informację.

31 stycznia 2018

Poznajcie hulajdy!

Hulajdy, Chrzanów, ziemniaki, produkt regionalny
Źródło: goniecmalopolski.pl

Nie bójcie się, nikogo nie obrażam. To tylko kosmate, szare i bardzo smaczne kluski. No dobrze, nie tylko. To regionalne danie z ziemi chrzanowskiej. Znacie je?


Oryginalna nazwa nawiązuje do zachowania się klusek w garnku podczas gotowania. O hulajdach słyszałam od mojej babci z Płazy. Babcia robiła takie kluski, a że pochodziła z Trzebini, a tam też te kluski były bardzo popularne, to podejrzewam, że nauczyła się je robić od swojej mamy.

Hulajdy są kluskami z tartych ziemniaków formowanych w kulki lub kładzione łyżką na gorącą wodę (tak ponoć robiła moja babcia) i zalewane gorącym mlekiem. Można je też podawać okraszone skwarkami z boczku lub słoniny.

Od 2015 roku hulajdy są produktem regionalnym. Jest to jeden z czterech produktów w powiecie chrzanowskim wpisanych na Listę Produktów Tradycyjnych Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi dzięki staraniom LGD „Partnerstwo na Jurze”.

Podtrzymywanie tradycji, dbanie o przekazywanie starych przepisów jest ważnym elementem naszego dziedzictwa kulinarnego. Dbajcie o to, aby chwalić się skarbami regionu chrzanowskiego.

Gdybyście się jednak skusili na zrobienie klusek, a nie macie przepisu, to podaję przepis z książki: „Chrzanowskie gotowanie”:

HULAJDY

Składniki:
1 kg ziemniaków, 1 litr mleka

Wykonanie:
Ziemniaki zetrzeć na tarce. Odcedzić i wycisnąć nadmiar wody.
Z suchej masy formować kulki.
Zagotować wodę, posolić i wrzucać uformowane kulki do wrzącej wody.
Po 20 minutach odcedzić na durszlaku.
Przegotować mleko i gorącym zalać kluseczki.

Jeśli chcecie poznać inne przepisy ziemi chrzanowskiej ściągnijcie wersję pdf książki „Chrzanowskie gotowanie” wydanej przez Urząd Miejski w Chrzanowie.

28 stycznia 2018

Żuławy Wiślane

Jantar, plaża, Żuławy Wiślane, Bałtyk, Morze Bałtyckie

- Jedźmy na Żuławy Wiślane!
- Umrzemy z nudów! - usłyszałam w odpowiedzi. A jednak nie umarliśmy.
- zaproponowałam nieśmiało podczas rodzinnego planowania wakacji.


Początkiem naszej żuławskiej przygody był Jantar. Jantar to gęsty las, bliskość morza, piękne i szerokie plaże, zdecydowanie mniej oblegane niż te na zachodnim wybrzeżu. Jantar to też doskonały punkt wypadowy do wielu ciekawych miejsc w okolicy.

plaża, Jantar, Żuławy Wiślane, Bałtyk, Morze Bałtyckie

plaża, Jantar, Żuławy Wiślane, Bałtyk, Morze Bałtyckie

Zwiedzanie zaczęliśmy od Krynicy Morskiej, gdzie mieliśmy odbyć poranny rejs statkiem po Zalewie Wiślanym, ale wiatr był tak mocny i miał się utrzymywać przez najbliższe dni, że zrezygnowaliśmy z tej atrakcji. Poszliśmy za to zwiedzić latarnię morską, a potem urocze miejsce tuż za Krynicą Morską - Wielbłądzi Garb – wzniesienie, z którego z jednej strony widać wody Zalewu Wiślanego, a z drugiej Morze Bałtyckie.

Zalew Wiślany, Krynica Morska, Żuławy Wiślane

Zalew Wiślany, Krynica Morska, Wielbłądzi Garb, Żuławy Wiślane

W Kątach Rybackich odwiedziliśmy Muzeum Zalewu Wiślanego, bardzo starannie przygotowane miejsce, z wyjątkową atrakcją w postaci łodzi wykonanej z małych kawałków drewna, najprawdopodobniej wyrzuconych przez morze.

Zalew Wiślany, Kąty Rybackie, muzeum

muzeum, Zalew Wiślany, Kąty Rybackie

W Stegnie odwiedziliśmy Muzeum Bursztynu „Bursztynowa Komnata”, gdzie oprócz przepięknych zbiorów dowiedzieliśmy się, że bursztyn pozyskuje się z Matki Ziemi wpompowując wodę w dziurę w ziemi, a wtedy wypływają cudowne bursztynowe skarby.

Stegna, Żuławy Wiślane, stara chałupa

muzeum, bursztyn, Stegna, Żuławy Wislane

Będąc w Stegnie odkryliśmy, że można dość oryginalnie podróżować Żuławską Koleją Dojazdową, którą wybraliśmy się do Nowego Dworu Gdańskiego, miasta dość sennego, ale z ciekawym muzeum, wyjątkową lodziarnią w okolicach parku i kilkoma starymi, dobrze zachowanymi domami. W muzeum spotkaliśmy wycieczkę menonitów z Kanady, a jak zapewne wiecie, dzięki menonitom (przybyszom z Holandii) powstały Żuławy Wiślane. Po zwiedzeniu miasta wróciliśmy do Jantara oczywiście kolejką wąskotorową, której trasa biegnie wzdłuż pól, obok ogrodów i domostw. Dzięki podróży koleją mogliśmy zobaczyć, jak wiele na Żuławach jest kanałów, wierzb i wiatraków oraz przyjrzeć się z bliska obrotowemu mostowi. Z resztą wąskotorówką jeździliśmy jeszcze kilkukrotnie, bo syn miał do niej wyjątkową słabość.

kolejka wąskotorowa, wąskotorówka, Żuławy Wiślane

kolej wąskotorowa, wąskotorówka, uŻławy Wiślane

żuławy Wiślane, Nowy Dwór Gdański

Nowy Dwór Gdański, Żuławy Wiślane

Nowy Dwór Gdański, Żuławy Wiślane

Nowy Dwór Gdański, Żuławy Wiślane

Nazajutrz wybraliśmy się zwiedzić Elbląg – pięknie odnowione miasto. Podziwialiśmy je z wieży widokowej, potem wybraliśmy się do Muzeum w Elblągu, gdzie obejrzeliśmy bogatą wystawę dotyczącą m.in. wsi elbląskiej.

Elbląg, Żuławy Wiślane

Żuławy Wiślane, Elbląg

Muzeum, Elbląg, Żuławy Wiślane

Osobny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie zamku krzyżackiego w Malborku. Byliśmy tam wcześnie rano, bojąc się tłumów, a ponieważ szczęście nam sprzyja, to trafił nam się przewodnik „pełną gębą”, który z pasją opowiadał o Malborku, a cała nasza grupa liczyła zaledwie pięć osób. Igor zadawał mnóstwo pytań, z resztą ku ogromnej uciesze przewodnika. Absolutnie zachwyceni Malborkiem i opowieściami pana przewodnika chłonęliśmy to miejsce i wiedzieliśmy, że cokolwiek teraz zwiedzimy, nie przebije uroku malborskiego zamku.

Malbork, Żuławy Wiślane, Krzyżacy, zamek

Mimo to, podjęliśmy to ryzyko i pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia zobaczyć zamek w Gniewie, który starannie odrestaurowany jest bardzo atrakcyjnym zabytkiem. Syna oczywiście najbardziej zainteresowała wystawa czasowa dotycząca Kajka i Kokosza, a zwłaszcza makieta z klocków Lego. Przy zamku w Gniewie szczególnie polecamy historyczny park rozrywki. Sam zamek jest piękny, ale po Malborku nic nie będzie takie, jak dawniej.

Gniew, zamek, Żuławy Wiślane

Zamek, Gniew, Żuławy Wiślane

W tak zwanym międzyczasie zboczyliśmy nieco z drogi, aby odszukać cmentarz menonicki w Stogach. Małoletni zadawał mnóstwo pytań, co było dla nas sporym zaskoczeniem, że stary cmentarz robi na nim takie wrażenie.

Menonici, mennonici, Stogi, Żuławy Wiślane

Frombork - nasz kolejny kierunek – to małe miasteczko, ale pełne uroku. Warto zwiedzić 2 wieże, które są doskonałymi punktami widokowymi, Muzeum Mikołaja Kopernika – spędziliśmy tam sporo czasu, bo syn jest na etapie fascynacji planetami i urządzeniami do podglądania nieba.

Mikołaj Kopernik, Frombork, muzeum, Żuławy Wiślane

Frombork, Żuławy Wiślane

Absolutnym zaskoczeniem był dla nas Pasłęk, do którego przyjechaliśmy w poszukiwaniu śladów krzyżackich, a zobaczyliśmy gigantyczny, bogato wyposażony plac zabaw. Dzieci mogą się tam bawić dobre kilka godzin. Oprócz placu zabaw znajdowała się też „ścieżka botaniczna” z opisami roślin, krzewów i drzew rosnących wokół placu.

Pasłęk, Żuławy Wiślane, plac zabaw, dzieci

Nazajutrz w Jantarze odbywały się Międzynarodowe Zawody w Poławianiu Bursztynu – fantastyczna zabawa dla wszystkich chętnych.

Jantar, zawody, bursztyn, Żuławy Wiślane

My zaś zrobiliśmy sobie długi spacer plażą do Mikoszewa, skąd Wisła wpływa do Bałtyku. Tradycyjnie, wróciliśmy Żuławską Koleją Dojazdową.

Żuławy Wiślane, Mikoszewo, Natura 2000

Mikoszewo, plaża, Bałtyk, Żuławy Wiślane, Morze Bałtyckie

Żuławy Wiślane, wąskotorówka, Żuławska Kolej Dojazdowa


Odwiedziłam (tym razem samotnie) dawny obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie. Miejsce ważne, smutne i skłaniające do refleksji. Długo nie mogłam dojść do siebie po poznaniu historii obozu. Tym bardziej nie mogłam zrozumieć osób, które niejako prosto z plaży (sugerował to strój) zwiedzały całymi rodzinami dawny obóz koncentracyjny w atmosferze pikniku. Bezrefleksyjne zabieranie małych dzieci do miejsca, gdzie znajdowała się komora gazowa jest moim zdaniem niepoważne.

obóz, koncentration lager, Stutthof, Sztutowo

Do domu, oprócz wspomnień przywieźliśmy: kamyki, muszelki, patyczki, czyli skarby żuławskich plaż, bursztyny podarowane przez właściciela Muzeum Bursztynu w Stegnie oraz mnóstwo okolicznościowych monet do uzupełnienia kolekcji. Żuławy Wiślane polecamy z całego serca, bo to kraina, w której dzieci znajdą sporo miejsca dla siebie i z pewnością nie będą się nudzić.

muszelki, Bałtyk, Morze Bałtyckie, Żuławy Wiślane

Jantar, plaża, Bałtyk, Morze Bałtyckie, Żuławy Wiślane